Eksperci z WSTiE z wizytą studyjną w Stanach Zjednoczonych


Jakie jest podejście Amerykanów do aktywnej ochrony przyrody? Jaka jest struktura zarządzania parkami i jakie są sposoby ich finansowania? W jaki sposób społeczności sąsiadujące partycypują w podejmowaniu decyzji dotyczących inwestycji w parkach? Uzyskanie odpowiedzi na te i wiele innych pytań to efekt wizyty grupy ekspertów z Wyższej Szkoły Turystyki i Ekologii i Instytutu Doradztwa w Stanach Zjednoczonych, której celem była wymiana wiedzy, dobrych praktyk i doświadczeń. Polska delegacja m.in. spotkała się z dyrekcją i pracownikami Shenandoah National Park, Great Smoky Mountains NP i byłym ambasadorem USA w Polsce, burmistrzem Knoxville – największego miasta położonego w sąsiedztwie GSM NP. Wizyta, która odbyła się w dniach 3-11 lutego 2018 roku, była możliwa dzięki innowacyjnemu projektowi badawczemu „Model działalności parków narodowych w szerszym otoczeniu społeczno-gospodarczym”. American Dream realizowała ekipa w składzie: Witold Borowski, Janusz Otulak, Paweł Skawiński i Tomasz Pasierbek.

Plan wizyty studyjnej na kontynencie amerykańskim podporządkowano w całości ważnemu celowi, jakim było zebranie jak największej ilości informacji na temat funkcjonowania parków narodowych w USA. Tematem zainteresowania polskiej delegacji były zwłaszcza dwie kwestie: działalność National Park Service, organizacji zarządzającej obszarami chronionymi w USA oraz modele budowania akceptacji społecznej dla istnienia obszarów chronionych. Geograficzny cel wyjazdu stanowiły dwa parki narodowe położone w Appalachach: Great Smoky Mountains National Park oraz Shenandoah National Park. Wybór tych dwóch obiektów nie był przypadkowy – szukając potencjalnej destynacji w Stanach, brano pod uwagę parki o warunkach przyrodniczych najbardziej zbliżonych do tych panujących w polskich Beskidach. Z przyczyn logistycznych interesowano się też parkami położonymi blisko siebie i takie właśnie udało się znaleźć; blisko jak na warunki amerykańskie, a w rzeczywistości odległość pomiędzy siedzibami obu parków wynosi około 630 km.

Koncepcja wyjazdu była dość prosta: należało dotrzeć do wybranych parków narodowych, porozmawiać z zarządzającymi tymi obszarami oraz specjalistami od kontaktów społecznych, a następnie zobaczyć, jak park wygląda od środka, ze szczególnym uwzględnieniem infrastruktury turystycznej. Choć z pozoru wydaje się to łatwe, w rzeczywistości wymagało wielu przygotowań – przede wszystkim ze znacznym wyprzedzeniem należało nawiązać kontakt z potencjalnymi partnerami, by mieć pewność, że w obu parkach narodowych będzie ktoś, kto może przyjąć delegację oraz udzielić odpowiednich informacji. Niezwykle pomocny okazał się Konsulat Amerykański w Krakowie.

Pierwszym celem był Great Smoky Mountains National Park, czyli Park Narodowy Wielkich Gór Mglistych (bądź też Zamglonych lub Dymnych). Siedziba Parku mieści się w niewielkiej miejscowości Gatlinburg w stanie Tennessee. Sam park obejmuje ochroną ponad 2100 km2 (dla porównania Babiogórski Park Narodowy ma powierzchnię nieco powyżej 33 km2) na granicy pomiędzy Tennessee a Karoliną Północną. Najwyższy szczyt – Clingmans Dome – wznosi się na wysokość 2025 m n.p.m., czyli kilkaset metrów niżej niż szczyty tatrzańskie. GSM NP jest najliczniej odwiedzanym parkiem w USA – w ubiegłym roku granice parku przekroczyło ponad 11 milionów turystów.

W Great Smoky Mountains polska delegacja spotkała się z całym zarządem parku, z superintendentem (dyrektorem parku) Cassiusem Cashem na czele. Kilkugodzinna debata poświęcona była ważnym zagadnieniom, a przede wszystkim kwestii zarządzania parkiem narodowym w USA, która w wielu aspektach wygląda zupełnie inaczej, niż w Polsce. Podstawowa różnica wynika z faktu istnienia National Park Service, czyli agendy rządowej, która zarządza wszystkim obszarami chronionymi w USA. Pracownicy każdego z amerykańskich parków są tak naprawdę pracownikami NPS, a dyrektorzy co pięć lat przenoszeni są z parku do parku – obecny dyrektor GSM już za kilka lat może być dyrektorem np. jednego z parków na Alasce. NPS ma też znaczny wpływ na decyzje podejmowane w poszczególnych parkach – wprawdzie każdy z dyrektorów odpowiada za działania podległego mu parku, ale może też liczyć na wsparcie ze strony swoich zwierzchników w National Park Service. Co więcej, dzięki wspólnemu zarządzaniu nie ma możliwości wystąpienia znacznych różnic pomiędzy parkami – oczywiście ich działalność wynika ze specyfiki obszaru (inne zasady będą na bagnach Everglades, inne na kamiennej pustyni w Dolinie Śmierci), pryncypia będą jednak zawsze te same.

Budżet parku konstruowany jest również odmienne w stosunku do polskich realiów. Podobieństwem jest to, że ze środków budżetowych nie można sfinansować całej działalności parku, ale zasadnicza różnica tkwi w dodatkowych źródłach przychodów. W Polsce są to przede wszystkim dochody z działalności parku (może to być udostępnianie turystyczne bądź przychody z prowadzonych działań ochronnych), a w dalszej kolejności fundusze zewnętrzne (krajowe, bądź unijne). Dla parków amerykańskich istotnym źródłem finansowania działalności są wpływy z sektora prywatnego bądź od organizacji pozarządowych. Przy parkach funkcjonują organizacje typu Friends of Great Smoky Mountains, których zadaniem jest pozyskiwanie funduszy – z prowadzonej działalności, ale też darowizn. Środki te następnie są przekazywane parkowi na realizację konkretnych projektów. Taka sytuacja, którą określić można mianem finansowego wsparcia społecznego, może być jedynie marzeniem w realiach polskiego systemu ochrony przyrody.

Drugi element poruszany podczas dyskusji z kadrą zarządzającą Great Smoky Mountains National Park to kwestia relacji na linii park narodowy – społeczność lokalna. Najbardziej zaskakujący podczas krótkiego rekonesansu poprzedzającego wizytę w dyrekcji parku był fakt niezwykle ostrej granicy pomiędzy obszarem chronionym a terenami okolicznych miejscowości. Sam Gatlinburg i sąsiednie Pidgeon Forge to miasteczka stanowiące kwintesencję zagospodarowania turystycznego, gdzie atrakcje turystyczne natrętnie wręcz narzuca się każdemu odwiedzającemu. Wystarczy jednak przekroczyć granicę parku, by znaleźć się w zupełnie innym świecie. Poza szlakami, drogami, parkingami, miejscami biwakowymi i kilkoma centrami dla odwiedzających brak jest jakiejkolwiek „cięższej” infrastruktury turystycznej – nie ma tutaj wyciągów, tras narciarskich, schronisk, a drogi asfaltowe przebiegające przez park są zamknięte przez całą zimę. Nasuwa się pytanie, czy administracja parku nie odczuwa presji ze strony okolicznych społeczności lokalnych, by inwestować w infrastrukturę turystyczną. Okazuje się, że nie i co więcej, park ma wielkie wsparcie ze strony okolicznych mieszkańców, jeżeli tylko pojawi się pomysł wprowadzenia na jego teren większych inwestycji. Obowiązuje tutaj prosta zasada: na obszarze parku pojawiają się tylko takie inwestycje, które są „necessary and appropriate”, czyli konieczne i właściwe dla ochrony przyrody. Nie ma mowy zatem o trasach zjazdowych, wyciągach itp., bo nie są one ani konieczne, ani też właściwe.

Po opuszczeniu gościnnych progów dyrekcji Great Smoky Mountains National Park eksperci spędzili jeszcze jeden dzień w tej części Appalachów, a ich pobyt w okolicach GSM NP zakończył się niezwykle miłym spotkaniem z panem Victorem Ashem, byłym ambasadorem USA w Polsce, prawdziwym przyjacielem polskich parków narodowych i gorącym orędownikiem ochrony przyrody. Wieczór spędzony z Panem Ambasadorem był nie tylko przyjemny, ale także owocny, jako że dzięki jego uprzejmości delegacja mogła spotkać się z kilkoma osobami zaangażowanymi w działanie organizacji pozarządowych wspierających Great Smoky Mountains National Park.

Drugi etap wyprawy polskiej delegacji rozpoczął się od całodniowej podroży do Shenandoah National Park. Chcąc zobaczyć jak najwięcej, podjęto decyzję o podróżowaniu po podrzędnych drogach a nie amerykańskich highwayach. Był to dobry pomysł, który pozwolił poczuć smak Ameryki, jakiej nie znajdzie się w turystycznych folderach.

Shenandoah National Park położony jest również z Appalachach, w Paśmie Błękitnym (Blue Ridge Mountains) w Wirginii. Jest zarówno mniejszy niż Great Smoky („zaledwie” 799 km2), niższy (najwyższy szczyt Hawksbill wznosi się na 1234 m n.p.m.), jak i zdecydowanie rzadziej odwiedzany (nieco ponad 1 milion turystów rocznie). Jego największą atrakcją jest przebiegająca niemalże po grani droga zwana Skyline Drive (tradycyjnie zamykana przy niesprzyjających warunkach atmosferycznych). Nazwa Shenandoah („córka gwiazd”) czyni z tego parku jeden z najbardziej romantycznych obszarów chronionych na świecie.

Siedziba Shenandoah National Park mieści się w niewielkiej miejscowości Luray w Wirginii. W przeciwieństwie do Gatlinburg nie jest to miejscowość turystyczna, choć przepiękne (prywatne) jaskinie z niesamowitą szatą naciekową przyciągają tutaj wielu turystów. W dyrekcji parku delegacja spotkała się zarówno z panią Jennifer Flynn, superintendent Shenandoah National Park, jak i z Sally Hurlbert, która jest odpowiedzialna między innymi za kontakty międzynarodowe. W czasie wizyty spędziła z polską delegacją cały dzień, oprowadzając gości po wspaniałych zakątkach parku. Spotkanie było bardzo wartościowe pod względem merytorycznym. Poza kwestiami, które przedyskutowano również w GSM NP, a które w Shenandoah zyskały dodatkowe potwierdzenie, uwagę przykuła kwestia wolontariatu, jako niezwykłego sposobu wsparcia funkcjonowania parku narodowego przez społeczność i to nie tylko w skali lokalnej. Każdego roku miliony dolarów oszczędności w budżecie National Park Service pochodzą właśnie z działań nieodpłatnie realizowanych przez wolontariuszy. Zajmują się oni w parkach niemalże wszystkim: od prowadzenia punktów sprzedaży publikacji parkowych i centrów odwiedzających, po remonty szlaków, zapewnienie bezpieczeństwa turystów czy nawet wsparcie badań naukowych. Trudno o lepszy wyraz akceptacji społecznej dla idei istnienia obszarów chronionych, niż czynne wsparcie ich działań. W Shenandoah zresztą można zaobserwować także inny przejaw wsparcia ze strony społeczności lokalnej. Kiedy w latach trzydziestych XX wieku tworzono park narodowy, pojawiły się hasła o jakże znamiennej, wymarzonej wręcz dla pracowników parków narodowych treści: „Wirginia wants a national park!” („Wirginia chce nowego parku narodowego!”). Amerykanie poszli jeszcze o krok dalej i zorganizowali zbiórkę społeczną, dzięki której możliwe stało się wykupienie części prywatnej ziemi i przekazanie jej władzom federalnym na utworzenie parku narodowego.

Wizyta w dwóch z amerykańskich parkach narodowych pozwoliła polskiej delegacji zobaczyć, jak wiele jest zarówno różnic, jak i podobieństw pomiędzy obszarami chronionymi w Polsce i w USA. Z pewnością można się od Amerykanów wiele nauczyć, choć nie oznacza to, że nasz kraj ma szczególne powody do kompleksów. Niezwykle ważne jest, by takie kontakty robocze były jak najczęstsze, gdyż potrzeba ochrony przyrody po obu stronach Atlantyku jest jednakowa, różne są tylko stosowane rozwiązania.